czwartek, 2 grudnia 2010

Rozmawiając z Tobą o walce, bakteriach i zombie (Marta Maj)

Brązowe połacie solanki migoczą pod dyktando letniego dyktatora (pytanie — czy rządzi tu kiedykolwiek ktoś inny?). Pozwalają sobie czasem jedynie odbić coś więcej niż promień — warstwa olejków do opalania daje nieskończone wręcz możliwości manipulacji barwą, przebiłaby ją chyba tylko benzyna. (Na to szczęśliwie nikt jeszcze nie wpadł). A na dnie Morza Martwego są takie solne „śnieżynki” — ustrojstwo nie do pomyślenia kłuje w stopy! Zatem i martwość nie jest lekarstwem na ból istnienia!

środa, 1 grudnia 2010

W numerze 37

Temat numeru

Rozmawiając z Tobą o walce, bakteriach i zombie
Życie?
Odnaleźć życie w drodze z krzyżem
Między sensem a bezsensem - psychologicznie z perspektywy filozofa
Ulica jak matka

piątek, 1 października 2010

W numerze 36

Temat numeru

Jesteś tym
Wybory a świat sportu
Prawybór
Logokraci i manipulatorzy
Wybory człowieka przeciętnego
Rozmawiając z Tobą...
Przegląd wyborczy

czwartek, 1 kwietnia 2010

Rozmawiając z Tobą o końcu świata i o lęku (Marta Maj)

„Koniec, koniec, koniec... gdzie ten cholerny koniec?” — mamrotała nerwowo pod nosem, z klęczek zerkając na zegar nad drzwiami. Za pięć. Jak zwykle. Pewno się spóźni, korki jak nie wiem. Ale lepsze to, niż zabić się o własna sznurówkę! „No, wreszcie!” — uśmiechnęła się z satysfakcją, poprawiając krzywiznę zabawnej (jak na jej wiek) kokardki przy skórzanych trzewikach. Pewne końce przyjmujemy z ulgą lub wręcz sami ich szukamy...

Jeszcze mniejsza apokalipsa (Adrianna Smurzyńska)

„Koniec świata! Anka zerwała z Pawłem!”, „Nie zdałem egzaminu — przecież to koniec świata!”, „X prezydentem! Przecież to będzie koniec świata!” — takie wyrażenia słyszymy często. Uznajemy je za metaforyczne, bo przecież świat jakoś trwa nadal, „ziemia toczy swój garb uroczy”, a i inni ludzie jakoś nie zauważają wielkich zmian.

W numerze 35

Temat numeru

Koniec świata - naukowy zabobon

niedziela, 28 marca 2010

Nie znasz dnia ani godziny (Malwina Mus)

Koniec świata to jednak poważna sprawa. Tu nie pomogą zwolnienia lekarskie, znajomości we wpływowych kręgach, rozbrajające zdolności retoryczne czy najlepsze nawet ubezpieczenia na życie. Na nic zda się poniemiecki bunkier, kołdra termiczna i zapas leków homeopatycznych. Gdy nad miastem zawiśnie olbrzymi neon z napisem: „APOKALIPSA”, będziesz zmuszony zastosować się do zaleceń skrzydlatych służb porządkowych. Przypomnisz sobie zapewne z nutką goryczy o wszystkich sprawach, których załatwienie odwlekałeś w czasie. Przed oczami staną Ci twarze osób, którym nie wyjaśniłeś wielu problemów, nie wyznałeś ogromu uczuć. Rozpoczniesz gorączkową bieganinę pośród ognistego deszczu i zionących chłodem czeluści, by naprawić, co zepsute; domknąć, co odemknięte. Na wszystko będzie już za późno, bo akta Sądu Najwyższego dawno zostaną sporządzone i nie będzie opcji wnoszenia poprawek. Szczęśliwcy z uśmiechem na ustach pomaszerują na prawo. Z lewej zaś strony da się słyszeć przejmujący płacz i zgrzytanie zębów. Do takiej wizji końca świata przyzwyczaiły nas rozmaite teksty kultury — apokalipsa przyjdzie niespodziewanie, ale na pewno z rozmachem, przytupem, pompą i błyskawicami. Z całą pewnością natomiast poczujemy, że straciliśmy kontrolę nad własnym życiem i od tej chwili nic już nie będzie zależało od nas. Jeśli sens końca świata ograniczyć do powyższej konstatacji, okaże się, że apokalipsa przydarza się nam na co dzień, w formie wielce niepozornej i niebudzącej podejrzeń.

sobota, 20 marca 2010

Początek końca i koniec początku (Michał Tomzik)

Od dłuższego już czasu krąży mi w głowie pewna myśl. Zastanawiam się czym może być koniec? Jaka jest jego natura? Czy jest on ostatecznym kresem naszego istnienia? A może jedynie pewnym niepojętym, mistycznym przejściem do innej, być może lepszej przestrzeni…Zapewne te pytanie nurtują większość z nas. Jednak pewności mieć nie możemy, a tym samym jasna odpowiedzi, nie jest nam dana.