niedziela, 28 marca 2010

Nie znasz dnia ani godziny (Malwina Mus)

Koniec świata to jednak poważna sprawa. Tu nie pomogą zwolnienia lekarskie, znajomości we wpływowych kręgach, rozbrajające zdolności retoryczne czy najlepsze nawet ubezpieczenia na życie. Na nic zda się poniemiecki bunkier, kołdra termiczna i zapas leków homeopatycznych. Gdy nad miastem zawiśnie olbrzymi neon z napisem: „APOKALIPSA”, będziesz zmuszony zastosować się do zaleceń skrzydlatych służb porządkowych. Przypomnisz sobie zapewne z nutką goryczy o wszystkich sprawach, których załatwienie odwlekałeś w czasie. Przed oczami staną Ci twarze osób, którym nie wyjaśniłeś wielu problemów, nie wyznałeś ogromu uczuć. Rozpoczniesz gorączkową bieganinę pośród ognistego deszczu i zionących chłodem czeluści, by naprawić, co zepsute; domknąć, co odemknięte. Na wszystko będzie już za późno, bo akta Sądu Najwyższego dawno zostaną sporządzone i nie będzie opcji wnoszenia poprawek. Szczęśliwcy z uśmiechem na ustach pomaszerują na prawo. Z lewej zaś strony da się słyszeć przejmujący płacz i zgrzytanie zębów. Do takiej wizji końca świata przyzwyczaiły nas rozmaite teksty kultury — apokalipsa przyjdzie niespodziewanie, ale na pewno z rozmachem, przytupem, pompą i błyskawicami. Z całą pewnością natomiast poczujemy, że straciliśmy kontrolę nad własnym życiem i od tej chwili nic już nie będzie zależało od nas. Jeśli sens końca świata ograniczyć do powyższej konstatacji, okaże się, że apokalipsa przydarza się nam na co dzień, w formie wielce niepozornej i niebudzącej podejrzeń.

sobota, 20 marca 2010

Początek końca i koniec początku (Michał Tomzik)

Od dłuższego już czasu krąży mi w głowie pewna myśl. Zastanawiam się czym może być koniec? Jaka jest jego natura? Czy jest on ostatecznym kresem naszego istnienia? A może jedynie pewnym niepojętym, mistycznym przejściem do innej, być może lepszej przestrzeni…Zapewne te pytanie nurtują większość z nas. Jednak pewności mieć nie możemy, a tym samym jasna odpowiedzi, nie jest nam dana.