wtorek, 8 lutego 2011

Rozmawiając z Tobą osiem minut, dwadzieścia dwie sekundy (Marta Maj)

…balansował na krawędzi kontenera. Raz w jedną, raz w drugą stronę, chybotliwie zaznaczał granice swojego istnienia. Mordka pojawiała się to nad tuńczykową puszką, to w zabawnym kapelutku, testująca szczelność jakiejś ekotorby, to znowuż chłepcząc łapczywie resztki z jogurtowego kubka… Ale wszystkie instynkty szperacze milkną, gdy tylko na horyzoncie pojawia się ONA — szara eminencja, budząca tyle czułości, co postrachu, niepozorna dama podwórka — MYSZ! Kocia mordka przybiera momentalnie nadzwyczaj inteligentny wyraz, wąs prostuje się niczym u młodzika, a uszy (uwikłane w ekotorbę) jak radary wyłapują najmniejszy szelest. Napięcie. Skupienie. Cel… iii… skok! ...prosto pod koła trzy rozpędzonego pierwszą jazdą, szczerbatego Józefa…

sobota, 5 lutego 2011

list poety - archeologa

piszę do ciebie w komforcie historii
w myśli że wszystko już było
gdzie
co miało się zdarzyć zdarzone
a
co się miało napisać spisane
przegryzam teraz tradycję
czuję ich śliny smak w ustach
                          ci co ją żuli przede mną
i ja nią nasiąkam jak oni
jak oni mlaszczę przeszłością

lecz przełyk to jeszcze są nerwy
bo nie wydarzę nowego
żołądek to jednak już spokój
nowe się nie wydarza

piątek, 4 lutego 2011

Moralitet na czasie (Daria Marchewka)

Niechętnie rozklejam powieki, by spojrzeć na otulone szalem ciemności drzewa. Biedactwa marzną za oknem. Wsłuchuję się w dochodzący zza ściany dźwięk zegara, który niestrudzenie wybija jednostajny rytm czasu, by ten nie zawahał się w swym kroku. Raz, dwa, trzy… Odliczam gongi zwiastujące kolejne godziny. To jak cichy tupot czasu, który próbuje dosięgnąć mnie swą lepką od potu łapką i dyszy w kark. Ta jego troska, bym i ja nie zatraciła marszowego rytmu. Czas — moja równia pochyła.
Wpatruję się w sufit… Raz, dwa, trzy, cztery… Czwarta. Nie śpię. Myślę. Nie śpię… Raz, dwa… Ze złości obgryzam paznokcie i ugniatam poduszkę. Marnuję czas! Zapalam lampkę, biorę gazetę, czytam — tak, iluzja zwycięstwa nad bezproduktywnością nocy — co przeczytałam, nie wiem. Raz, dwa… A gdyby tak zasnąć, wykorzystać ten czas na twórcze śnienie? Gdyby zasnąć albo nie spać w ogóle — wykorzystać co do joty, tak by szpilki nie wetknął już nikt, by nikt nie zarzucił, że leń, że marnujesz swój czas. Wycisnąć, wykorzystać, wykręcić, udusić… Tylko moralność nie pozwala — moralność każe grzecznie patrzeć, jak przecieka przez palce i zaplata warkoczyki z coraz bardziej siwych włosów… Będę moralną anonimową ofiarą czasu, wciąż w ukryciu poniewieraną przez… raz, dwa, trzy…
Jak nie być kolejną ze skrzywdzonych, od których pękają ekrany telewizorów, jak nie być oprawcą, którego imię zastąpił czerwony druk? Rozpoznać właściwy czas… Raz, dwa, trzy, cztery… Nauczyć się być tu i teraz. Gdzież teraz bywa, gdy śpię? Gdzie, gdy kasuję bilet i wiążę sznurówkę? Dziękuję Ci, Boże, za czas, by zmierzyć się z moim czasem…